Myślałam, że uczę angielskiego. Myliłam się.

Nie musisz od razu wiedzieć, po co to wszystko robisz.

Czujesz coś w środku i wiesz, co Cię kręci, ale kiedy ktoś pyta Cię: „czym się zajmujesz?” albo “po co to robisz?”, nie umiesz tego opisać jednym zdaniem.

It’s fine… widzę to u siebie i u moich klientek.

Pięć lat na jedno zdanie

Od pierwszego dnia wiedziałam, że chcę czegoś więcej.

Angielski? Owszem, ważny, ale nigdy nie czułam się nauczycielką. Zawsze mnie irytowało, kiedy ktoś pytał: „Uczysz angielskiego?” Nie. Właściwie robię coś więcej, tylko dotąd nie umiałam powiedzieć co tak naprawdę robię.

Pięć lat… tyle zajęło mi znalezienie słów by to opisać.

O co naprawdę mi chodzi

Mi nigdy nie chodziło o język, tylko o zaradność kobiet.

O to, żebyś potrafiła radzić sobie sama za granicą. Żebyś myślała jak przedsiębiorczyni. Żebyś budowała swoje zasoby i decydowała, co jest Twoje.

A angielski? Angielski to najlepsze narzędzie, jakie znam. To dwa w jednym: rozwijasz się, budujesz pewność siebie, zmieniasz sposób myślenia i mówisz po angielsku. Bez tego wrażenia, że „się uczysz”.

Dlaczego Ci to mówię

Bo może Ty też coś czujesz, ale nie umiesz tego nazwać.

Może masz pomysł, który Cię ciągnie od miesięcy, ale nie potrafisz go opisać. Może zmieniasz kierunek i wszyscy pytają „ale co konkretnie robisz?”, a Ty nie masz gotowej odpowiedzi.

Don’t panic.

Wizja się wyłania. Ona buduje się z każdego miesiąca, z każdego doświadczenia i każdej klientki.

Pięć lat zajęło mi nazwanie tego, co robiłam od początku i gdybym czekała na pełną jasność, zanim zacznę, nigdy bym nie zaczęła.

Enjoy the process.


Wciąż to odkrywam. I to jest w porządku.

Od nowego roku ruszam z She Speaks Club – miejscem dla kobiet, dla których rozwój i zaradność to ogromna wartość. Przestrzeń, którą buduję od pięciu lat. Tylko wcześniej nie umiałam jej nazwać.

Więcej wkrótce.

📱 Instagram