
Leżę sobie na plaży i patrzę na dziewczyny obok. Robią sobie zdjęcia, dziesiątki takich samych i żadne (jak się okazuje) nie jest wystarczająco dobre na Instagram.
I w tym momencie pomyślałam: nie chcę być częścią tego.
Kołowrotek, w który wpadłyśmy
Fakt, byłam jedną z tych dziewczyn, byłam częścią tego. Wpadłam w to, jak każdy, kto prowadzi biznes online.
Idealne grafiki, zdjęcia i wideo. Wszystko dopracowane, wyreżyserowane, przefiltrowane. Pod algorytm, zasięgi, żeby wyglądało „wow”, dla innych.
I w pewnym momencie przestajesz nawet zauważać, że to robisz. Zamiast żyć chwilą, przeżywać to całą sobą, dokumentujesz tę chwilę pod kątem, który będzie dobrze wyglądał dobrze na Instagramie. Zamiast cieszyć się wakacjami, myślisz, które zdjęcie będzie na stories.
I mam wrażenie, że to dotyczy większości z nas, które prowadzą biznes online. Wchodzimy w tę narrację instagramową, ekspercką i gdzieś po drodze się w niej gubimy.
Nie chodzi o to, że budowanie marki jest złe
Nie mam nic przeciwko budowaniu marki eksperckiej. Robię to od prawie 5 lat. Wierzę w to.
Widzę jednak, że gdzieś przekroczyłyśmy granicę. Granicę, za którą ważniejsze jest, jak coś WYGLĄDA, niż czym TO JEST. Za którą dwadzieścia zdjęć to za mało, bo żadne nie jest „instagramowe”.
To jest kołowrotek. Im więcej czasu spędzasz na dopracowywaniu, tym mniej czasu masz na życie, które chcesz pokazywać. Im bardziej gonisz za “idealnym feedem”, tym dalej jesteś od siebie.
Włączyłam social media i wystarczyła chwila
Na wakacjach postanowiłam być kilka dni bez telefonu (czyt. bez scrollowania i porównywania się).
A potem włączyłam social media i wystarczyła chwila. To sztuczne uczucie wróciło natychmiast: porównywanie się i poczucie, że powinnam coś publikować, że inni się rozwijają, a ja leżę na 4 literach nad oceanem.
I wtedy powiedziałam sobie: dość.
Nie chcę tego. Nie chcę “wypolerowanej” wersji siebie, która dobrze wygląda w feedzie, ale nie ma nic wspólnego z tym, jak naprawdę żyję.
Co wybieram zamiast tego
Chcę cieszyć się chwilą bez telefonu. A jeśli już z telefonem, jedno zdjęcie wystarczy, żeby to ze mną zostało.
I tak chcę też prowadzić swoją markę.
Może to nie będą najpiękniejsze grafiki, a zdjęcia nie będą idealnie wykadrowane. Może wideo będzie niewyreżyserowane i niedopracowane.
Ale będzie moje, prawdziwe, takie, jakie naprawdę jest.
I z mojej perspektywy, to jest silniejsze niż jakikolwiek idealny feed. Bo ludzie i tak czują, co jest prawdziwe. I wolę jedną osobę, która zostanie ze mną, bo poczuła prawdę, niż tysiąc, które będą scrollować dalej, bo wyglądało ładnie.
To nie chodzi o to, żeby mieć więcej
To nie chodzi o więcej zasięgów, followersów, czy treści. To chodzi o mindset. O filtr, przez który patrzysz na siebie, na swój biznes, na swoje życie.
Filtr, który pozwala Ci powiedzieć „to nie jest dla mnie”, nawet jeśli wszyscy dookoła robią to samo. Filtr, który oddziela to, co Twoje, od tego, co narzuca Ci internet. Filtr, który pozwala Ci być sobą.
I kiedy masz ten filtr, nagle wszystko staje się prostsze. Wiesz, co publikować, jak mówić. Wiesz, co jest Twoje, a co jest szumem.
Jeśli czujesz, że potrzebujesz zmiany perspektywy – Mindset Queen to 30 dni, które zmienią sposób, w jaki myślisz o sobie i o języku angielskim. Nie o tym, żeby mieć więcej. O tym, żeby być bardziej sobą. 👉 Mindset Queen – Karolina Machura
📱 Obserwuj mnie na Instagramie: Instagram





