
Ostatnio zobaczyłam rolkę, w której Gillian Anderson czyta list z radami do swojej młodszej wersji siebie. I jedno zdanie utkwiło mi w głowie:
“Follow your dreams, not your boyfriends”
Uważam, że dla nas, kobiet, to zdanie ma dużo szersze znaczenie.
Nie chodzi tylko o “boyfriends”
Chodzi o otoczenie, rodzinę, oczekiwania. O to, że trudno się wyrwać z takich więzów i cały czas mamy poczucie, że musimy się kogoś trzymać, być lojalne, spełniać czyjeś oczekiwania.
I gdzieś w tym wszystkim zapominamy, czego MY tak naprawdę chcemy.
Robimy to, czego oczekują partner, rodzina, szef i nasze otoczenie. Tak nas przecież wychowywano, że my, kobiety, nie możemy nikogo rozczarować.
A nasze marzenia? Pewnie są gdzieś na samym dole listy to-do.
Kobieta, która nie wiedziała, co lubi
Pamiętam, jak kiedyś na lekcji zapytałam klientkę: co lubisz robić po pracy? Co sprawia Ci radość? Co byś robiła, gdybyś mogła robić cokolwiek?
I ona powiedziała mi, że nie wie.
Bo po pracy jest zmęczona. A jak coś robi, to sprząta, gotuje, ogarnia dom.
I to mnie wtedy tak uderzyło… Zasmuciło mnie to, że kobieta nie wie, co lubi i czego chce. Bo tak długo żyła dla innych, że straciła kontakt ze sobą.
I myślę, że to nie jest odosobniony przypadek.
Tracenie tożsamości
Kiedy cały czas spełniasz czyjeś oczekiwania, w pewnym momencie tracisz swoją tożsamość. Nie wiesz, kim jesteś, co lubisz, ani o czym marzysz.
Wiesz, czego chce Twój partner, czego oczekuje rodzina i co mówi otoczenie. Ale nie wiesz, czego chcesz Ty.
I to nie dzieje się z dnia na dzień. To jest proces. Powoli, warstwa po warstwie, odkładasz siebie na bok. Aż w pewnym momencie ktoś Cię pyta „co lubisz?” — i nie masz odpowiedzi.
Siła, która przeraża
I widzę to u kobiet, z którymi pracuję. Ogromny potencjał. Wielkie marzenia gdzieś głęboko. Ale przykryte warstwami cudzych oczekiwań.
I kiedy zaczynamy te warstwy zdejmować — pojawia się coś niespodziewanego.
Strach.
Nie strach przed porażką. Strach przed własną siłą. Bo bycie tą mocną, niezależną, pewną siebie kobietą — to potrafi przerażać. Nie tylko innych. Przede wszystkim Ciebie samą.
I powiem Ci szczerze — ja to czuję tak samo. Prowadzę biznes, buduję markę osobistą, chcę być widoczna, chcę mieć wpływ — i to mnie czasem przeraża. To nie jest łatwe. I nie udaję, że jest.
Ale wiem jedno — to jest dokładnie to, co musimy robić. Ty i ja.
To samo dotyczy angielskiego
I wiesz co? To samo widzę w kontekście angielskiego.
Kobiety, które do mnie trafiają, często nie mówią po angielsku nie dlatego, że nie umieją. Tylko dlatego, że nie dają sobie na to pozwolenia. Bo ktoś im kiedyś powiedział, że nie mają talentu. Bo partner mówi lepiej i „on się tym zajmie”. Bo w rodzinie nikt nie mówił po angielsku, więc „po co mi to”.
A angielski to jest wolność. To jest klucz do Twoich marzeń, Twoich decyzji, Twojego głosu. Nie cudzego. Twojego.
I kiedy zaczynasz mówić po angielsku — nie uczysz się języka. Odzyskujesz kawałek siebie.
Iść za swoimi marzeniami
Chase your dreams, not boys.
Nie tylko boys. Nie za oczekiwaniami. Nie za cudzymi planami. Za swoimi.
Nawet kiedy się boisz. Szczególnie wtedy.
Gonię swoje marzenia. Nie akceptację. Nie oczekiwania. Swoje.
Jeśli chcesz zacząć dzień od zmiany myślenia — pobierz moje 5 porannych afirmacji po angielsku za darmo. 👉 afirmacje – Karolina Machura
📱 Obserwuj mnie na Instagramie: Instagram





